Cel transferowy Juventusu w kontakcie z Napoli

 Cel transferowy Juventusu w kontakcie z Napoli

Getty Images

Trener Napoli Luciano Spalletti podobno wykonał telefon do Miralema Pjanicia. Szkoleniowiec włoskiej drużyny jest podobno niezwykle zainteresowany sprowadzeniem Bośniaka do swojej drużyny tego lata. Napoli nadal poszukuje wzmocnień, by móc myśleć o powrocie do Ligi Mistrzów. W tym roku ekipa z południa Włoch w tych rozgrywkach nie weźmie udziału. Dla wszystkich w Neapolu jest to niemal życiowa katastrofa.

Pjanic opuścił Juventus zeszłego lata, ale ma trudności z przebiciem się do składu FC Barcelony. Sam klub ma być zdecydowany pozwolić odejść bośniackiemu rozgrywającemu. Jak wszyscy doskonale wiemy, Katalończycy są w bardzo złym stanie finansowym i w dalszym ciągu poszukują możliwości odciążenia budżetu. Jednym z ruchów ma być sprzedanie Miralema Pjanicia, który pomimo sporego nazwiska nie spełnia pokładanych w nim nadziei, a kibice mają już dość prezentowanego przez niego poziomu sportowego.

Trener Spalletti poznał Pjanicia w Romie i według Il Corriere dello Sport skontaktował się ze swoim byłym zawodnikiem i próbował przekonać doświadczonego pomocnika do powrotu do Włoch.

Juventus był łączony z ponownym sprowadzeniem swojego byłego pomocnika, ale pensja w wysokości 6 milionów euro rocznie była przeszkodą dla wszystkich zaangażowanych stron. Wiele wskazuje na to, że Bośniak może jednak dać się przekonać do powrotu do Turynu. Jednak w to wszystko wplątał się Spalletti i jego telefon.

Według gazety Barcelona jest przygotowana do współpracy z zainteresowanymi klubami, tak by pomóc Bośniakowi jak najszybciej zmienić barwy klubowe.

Spalletti wiedział, że przyszłość Pjanica jest niepewna. W związku z czym jego kontakt z zawodnikiem miał na celu namówić Pjanicia do szybszego podjęcia decyzji w sprawie przynależności klubowej.

Pjanic ma kontrakt w Barcelonie do czerwca 2024 roku, ale Katalończycy liczą na pozbycie się jego pensji tego lata i powrót do Serie A nie jest jeszcze wykluczony.

źródło: football-italia.com

Marek Ostrowski

Przeczytaj także